AGENCI TO FINANSOWE SUMIENIE SPOŁECZEŃSTWA

Infolinia: 0 602 753 191

AGENCI TO FINANSOWE SUMIENIE SPOŁECZEŃSTWA

  • Marian Miziołek,Zbigniew S.Ciszek,Adam Uszpolewicz. KONGRES AVIVY 2010
  • z prezesem Avivy Markiem Wilsonem
PRZEDŚWIĄTECZNE SPOTKANIE W REDAKCJI „GAZETY UBEZPIECZENIOWEJ
Z Marianem Miziołkiem b. prezesem Commercial Union, doradcą prezesa AVIVA,
rozmawia red. Bożena M. Dołęgowska-Wysocka

Bożena M. Dołęgowska-Wysocka: - Panie prezesie, serdecznie gratuluję Złotego Krzyża Zasługi, który odebrał Pan z rąk Prezydenta RP.
Marian Miziołek: - Jestem niezwykle wdzięczny za to odznaczenie. Ubezpieczenia i ubezpieczeniowcy wciąż są w Polsce niedoceniani. A zasługują na ogromny szacunek.
-Dlaczego?
- Agenci ubezpieczeniowi to finansowe sumienie społeczeństwa. Polscy agenci to fantastyczni, inteligentni ludzie. Moim zdaniem są europejskiej czołówce pod względem kwalifikacji. Oni wiedzą, że każdy człowiek musi się zmierzyć z dwoma ewentualnościami. Fakty są takie, że 30% Polaków nie dożyje wieku emerytalnego, pozostawiając po sobie niespełnione marzenia, niespłacone długi i rodziny bez środków do życia. 70% dożyje do wieku emerytalnego. Jednak przeciętna emerytura waha się między 1000 a 1500 zl. To za dużo, żeby umrzeć z głodu, a za mało, żeby żyć godnie.

A będzie tylko gorzej z powodów demograficznych.
- Na ten moment mamy 10 mln emerytów i 13 mln osób pracujących, którzy tak naprawdę finansują emerytury. Jak już mówiłem, agenci ubezpieczeniowi są finansowym sumieniem społeczeństwa. Jeśli ja dziś do Pani nie przyjdę i nie powiem, jak Pani może zabezpieczyć swoją przyszłość i swoją rodzinę, to w razie najgorszego Pani rodzina dostanie
z ZUS-u zasiłek pogrzebowy, co wystarczy co najwyżej na deski na trumnę. Nasi ludzie, ale agenci z innych firm również, pracując w zawodzie kilkanaście lat, wiedzą już, jakie to uczucie, kiedy idzie się do rodziny i przekazuje konkretną gotówkę w sytuacji, gdy chlebodawca zszedł z tego świata. Statystycznie rzecz biorąc, jedni żyją za krótko, a inni żyją długo, ale grozi im życie w biedzie. Szczęście polega na tym,że my za tę samą złotówkę rozwiązujemy oba problemy równocześnie.
Jeśli umrzesz, ta złotówka, pomnożona wielokrotnie, trafi do twoich
najbnższych.
Jeśli będziesz emerytem, wróci w postaci dodatkowej emerytury. Jak można nie sprzedawać  takich rozwiązań? Nie jest trudno
przekonać osobę odpowiedzialną i inteligentną, że trzeba coś z tym zrobić. Agenci są niezwykle ważni. Trzeba koniecznie podnieść ich prestiż
w społeczeństwie.
Przyjechał Pan do Polski w 1992 r. Jaka jest różnica między agentami i kandydatami na agentów wtedy i dzisiaj?
- Różnica jest taka, jak między nocą a dniem! Zaczynaliśmy w społeczeństwie zakażonym wirusem homo sovieticus, jak by powiedział
profesor Wilczyński. To byli ludzie, którzy nie mieli zielonego pojęcia o odpowiedzialności osobistej.

Dominowało przekonanie o odpowiedzialności zbiorowej i zbiorowym zabezpieczeniu.
- Ale co to było za zabezpieczenie!
Jakieś było, nikt z głodu nie umierał. Żyłam tutaj, wykształciłam się, zrobiłam doktorat.
- Tylko każdy oczekiwał, że to ktoś za niego wszystko załatwi. Czy przyszło Pani wtedy do głowy, że może Pani sobie powiększyć emeryturę?

Nawet mi to przez myśl nie przeszło! A tym bardziej, że będę miała własną gazetę.
- Nie mogła Pani tego zrobić. A czy mogła Pani zabezpieczyć swoją rodzinę na wypadek swojej śmierci i zapewnić jej stały dochód?
Nikt wtedy nie myślał w takich kategoriach. Był ZUS i to miało
wystarczyć.
- Nie mam prawa niczego krytykować, ponieważ mnie tutaj w tamtych
czasach nie było. Nie byłem częścią tego społeczeństwa. Mam tu jednak sporo rodziny i znajomych. Ci agenci z początku lat 90. wyszli bezpośrednio z systemu socjalistycznego. Uważali, że najważniejsza jest emerytura. Często fatalnie doradzali klientom, robiąc to w najlepszej wierze. Na początku firmy ubezpieczeniowe nie miały gdzie inwestować.
Jeszcze nie było giełdy, za granicą można było inwestować tylko niewielki
odsetek pieniędzy. Nie było jeszcze licencji dla agentów. Przychodzili
ludzie przypadkowi i pracowali dorywczo. Byli pódstawowo przeszkoleni i chodzili po ludziach sprzedając takie „paczuszki". Nie można było mówić o żadnym doradztwie finansowym. Zabrakło opieki i obsługi ze strony agentów.

Wiele osób jest bardzo rozczarowanych polisami z tamtego okresu!
- Duża część tego rozczarowania pochodzi z niewłaściwego serwisu
oraz z niewiedzy. Ludzie nie wiedzą albo zapominają, że ten produkt, który wykupili, zapewniał im ochronę ubezpieczeniową, a nie był zwykłą inwestycją. A ryzyko kosztuje. Proszę sobie wyobrazić, że idzie Pani ubezpieczyć samochód. Po 10 latach przychodzi Pani do ubezpieczyciela i mówi - do tej pory nie miałam wypadku, proszę mi oddać te wszystkie pieniądze. Absurd, prawda? Jednak w ubezpieczeniu na życie ludzie mają takie oczekiwania. Przez dwie generacje PRL społeczeństwo nie miało możliwości poznać różnych instrumentów finansowych. A wracając do agentów. Z tej całej masy wyłoniła się grupa jednozawodowców, ludzi przestrzegających zasad etycznych i profesjonalnie doradzających swoim klientom. Oczywiście zawsze znajdą się tacy, którzy nadużywają zaufania klienta.
Proszę o przykład.
- Nazywam się Jan Kowalski. Kupiłem ubezpieczenie na życie z funduszem inwestycyjnym 7-10 lat temu. Płacę składkę X zł, z czego część idzie na ochronę, a część tworzy kapitał inwestycyjny. Ale ja nie do końca to rozumiem. Zasadniczo koszt ubezpieczenia wynosi około 1%'i z wiekiem ubezpieczonego rośnie. Są tacy nieetyczni ludzie, którzy przyjdą do Jana Kowalskiego i powiedzą: „Panie Kowalski! Robią pana w balona. Płaci pan 300 zł, a ja sprzedam panu to samo za 100 zł". Klient nie wie, że  ponieważ jest teraz o 7-10 lat starszy, to wzrosła również cena ryzyka. Taki nieuczciwy agent namawia do zlikwidowania starej polisy iprzekonuje, że pomoże mu zainwestować ten kapitał „lepiej". „Lepiej" dla siebie, nie dla klienta. Dostanie prawdopodobnie sporą prowizję, którą tak naprawdę zapłaci naiwny klient. Kapitał klienta się radykalnie zmniejsza, a klient nic o tym nie wie. Na Zachodzie jest o wiele mniej tego typu praktyk. Nad etyką czuwa Stowarzyszenie Doradców Ubezpieczeniowo-Finansowych. Zarówno w Kanadzie jak i w Stanach Zjednoczonych przynależność jest obowiązkowa. Każdy agent płaci obowiązkową składkę. W zamian ma możliwość odbywania profesjonalnych szkoleń. Za oceanem, gdybym chciał jako agent przerwać Pani program ubezpieczeniowy, to musiałbym pisemnie udowodnić, że taka operacja jest na Pani korzyść. Kopia tego pisma musiałaby trafić do towarzystwa, w którym była Pani ubezpieczona. Ta firma ma 30 dni na udowodnienie, że klient na tym traci. Agent mógłby stracić licencję. Dlatego takich praktyk właściwie nie ma.
A gdzie jest miejsce na etyczną konkurencję?
- Inaczej ma się rzecz z ubezpieczeniami terminowymi, gdzie wchodzi
w grę samo ryzyko. Tu rzeczywiście może być konkurencja. Podam
jeszcze inny przykład z Kanady. Istnieje tam możliwość oszczędzania na dodatkową emeryturę. Każdy może odłożyć maksymalnie 20% swoich dochodów. Są tutaj ulgi podatkowe i tak dalej. Pieniądze można odkładać do 65. roku życia, niezależnie od płci. Wtedy te pieniądze trzeba albo wypłacić, albo przekazać funduszowi. Wypłacić się nie opłaca, bo podatek jest gigantyczny. Firma ubezpieczeniowa za wpłacone pieniądze oferuje miesięczną rentę i gwarancję na przykład na 10 lat, że w razie śmierci pieniądze będą dziedziczone. Tutaj jest ogromna konkurencja, ponieważ firmy mają różne strategie inwestycyjne. Umowę zawiera się dożywotnio.
Co jest teraz najważniejsze dla polskiego rynku ubezpieczeniowego
w Polsce?
- Potrzeba więcej sprawdzonych rozwiązań z Zachodu. Dodatkowo nadzór powinien wykazywać o wiele większą aktywność w kontrolowaniu etyki agentów.
Podobne problemy, o jakich Pan mówił w kontekście ubezpieczeń na życie, mają od lat miejsce na rynku otwartych funduszy emerytalnych.
- Mnie to doprowadza do szału od 1999 r.! Transfery kosztują klientów, chociaż klienci nie mają o tym pojęcia. Agenci wszystkich firm namawiają do transferów, a towarzystwa często do tego zachęcają. Z innych spraw. Nasze władze nie traktują rynku ubezpieczeniowego dostatecznie poważnie. Zatrudniamy mnóstwo ludzi, płacimy podatki, zasilamy budżet.Inwestujemy miliardy złotych w gospodarkę. W Kanadzie to
wszystko jest brane pod uwagę. Ostatnio polscy ubezpieczeniowcy, w tym ja, dostali państwowe odznaczenia. Jednak w ogóle nie widać, żeby ktokolwiek doceniał znaczenie branży ubezpieczeniowej. Prasa pisze o nas jak najgorzej, koncentrując się na aferach. Agent to złodziej, polisa to kradzież. Tak się pisało, dajmy na to, w 2001 r. Nikt nie stanął w obronie wizerunku branży. Żaden ubezpieczyciel, żadne stowarzyszenie branżowe. A ubezpieczenie jest najważniejszym instrumentem, który zabezpiecza
rodzinę każdego Polaka. Nikt się na tym nie wzbogaci, ale ile rodzin  będzie miało zapewniony godny byt? Ubezpieczenia są ważne. Społeczeństwo powinno to wiedzieć.

Dziękuję za rozmowę.
Bożena M.
Dołęgowska-Wysocka

2010-12-24 14:52 Zbigniew Ciszek